Roßwein 2026

 

 

W muzeum maszyn parowych w saksońskim Roßwein byliśmy już (jako goście) dwa razy.                            Niby wszystko ładnie pięknie – maszyny się kręcą, jak przystało na Niemcy wurszty i piwko pierwsza klasa, ale dobrzy byłoby się zakolegować.

Sytuacja nadarzyła się niejako sama – wiosną tego roku szef stowarzyszenia w Roßwein przesłał mniej więcej takiego mejla: “Cześć, W tym roku przy okazji ogólnoniemieckiego Dnia Zabytków zamierzamy świętować 20-lecie stowarzyszenia, może wpadniecie?”. Cóż było zrobić, trzeba się było zorganizować i jechać! Tym bardziej, że jak już świętować, to przy okazji 50-lecie naszego okrętowego silnika parowego K-3, jak na maszyny parowe to nówka-sztuka.

Do takiej wyprawy należało się porządnie przygotować. 

Na początek maszynę należało ładnie odmalować – kto wie, kiedy ostatnio miała taką okazję. Oczywiście farba ‘kaloryferowa’ która była dostępna kilkadziesiąt lat temu na statku nijak się miała do palety RAL. Na ile to możliwe wybraliśmy w miarę podobny – wiadomo, faceci w kolory to tak nie bardzo.

Silnik trafił na warsztat i zaczęliśmy malowanki:

Ostatnie chwile K3 w starym malowaniu – najwyższy czas na nowe.

Rozbiórka była do gołego, jak robić to porządnie.

Pierwsze chwile w nowym zielonym kolorze. Ładnie? Nieładnie? Ważne, że schludnie.

W celu połączenia silnika z instalacją parową na miejscu dokupiliśmy sporo mosiężnej galanterii – lepiej mieć za dużo, niż za mało. Z mosiężnych śrubunków zawsze idzie coś urzeźbić, a bez tego to w piątek wieczorem to co najwyżej można sobie w różnych językach zakląć pod nosem.

Dodatkowo wieźliśmy ze sobą 10m zbrojonego węża wysokotemperaturowego.

I w końcu w drogę – już na niemieckiej ziemi. Pokonana z przepisową prędkością na autostradzie droga zajęła nam około 8 godzin.

Na miejscu okazuje się, że wzmianka o dniach otwartych muzeum znalazła się w miejscowej gazetce.

To o nas! “Wyjątkowi goście w muzeum maszyn.
Polscy miłośnicy maszyn parowych przywiozą ze sobą do Rosswein małą maszynę okrętową. Jeśli będą na to pozwalały wymagania techniczne, także ta gościnna maszyna będzie prezentowana pod parą.”

Muzea techniki w małych miasteczkach mają swój urok – tu nie trzeba wiele, żeby stać się atrakcją.

Plakaty o imprezie ‘Dampfmaszynowej’ można było znaleźć w całym miasteczku.

Do maszyny parowej – tędy!

Z komina unosi się dym – ostatnia maszyna parowa w Rosswein jest dziś czynna.

Na początek zwiedzających wita sprzężona maszyna parowa firmy Hofmann & Zinkeisen Zwickau wyprodukowana w roku 1931, czyli jak na stacjonarne maszyny parowe – dość późno.

W muzeum w Rosswein obie maszyny zasilane są parą z tego samego kotła i uruchamiane są naprzemiennie.

Maszyna ta została sprowadzona do muzeum z miejscowości Lengenfeld w roku 2010.

Główną atrakcją muzeum jest stacjonarna maszyna Hanomag z 1911. Wycofana z eksploatacji w 1978, w 2010 została ponownie uruchomiona staraniem stowarzyszenia.

 

 

 

Maszyna napędzała niegdyś 66 krosien umiejscowionych w przyległym budynku tkalni. Po upadku NRD zakład zamknięto, dziś budynek stoi pusty. Niegdyś w miasteczku pracowały 32 podobne maszyny, dając tym samym pracę ludziom. Dziś maszyna Hanomag to jedyna zachowana z nich, przypominająca o okresie prosperity miasteczka.

Parę obydwu maszynom dostarcza oryginalny kocioł firmy Carl Sulzberger z 1913 roku.

W tym roku po raz pierwszy parą z tego kotła posilił się i nasz silnik parowy. Podpięliśmy się pod króciec do ogrzewania parowego – Dampfheizung.

Przyczepka okazała się bardzo dobrym rozwiązaniem – można przy jej pomocy bardzo sprawnie manewrować prawie półtonowym silnikiem parowym.

Obok maszyny K3 ustawiliśmy tablicę informacyjną z podstawowymi informacjami o silniku w trzech językach oraz podczepionym zdjęciem statku Sołdek, żeby pokazać na jakiej łajbie przemierzał morza, bo oceany to chyba już nie.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *